Polecany post

Jak podróżować po Nowej Zelandii

 Nie ma co ukrywać - wycieczka do Nowej Zelandii zawsze była pioruńsko droga, a teraz po pandemii na razie jest jeszcze droższa. To takie us...

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gejzery. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gejzery. Pokaż wszystkie posty

12 października 2024

Standardowe atrakcje Północnej Wyspy - czyli tam, gdzie wszyscy jeżdżą


Wiecie już mniej więcej jak sobie radzić z podstawową logistyką to teraz czas zastanowić się nad marszrutą waszej wyprawy po Aotearoa.

Wspominałem już wcześniej, że skoro już zdecydowaliście się wydać sporo kasy, aby się tutaj dostać to warto iść za ciosem i przylecieć tu na jak najdłużej. W końcu na drugi koniec świata nie lata się zbyt często a być może będzie to Wasza jedyna wizyta na Antypodach.

Spotkałem się również z takim myśleniem: „skoro już lecimy tak daleko to wpadniemy jeszcze do Australii i na któreś z wysp Pacyfiku – może Fiji a może Tonga”. To jest bardzo rozsądny pomysł oczywiście jeśli macie kilka miesięcy urlopu, dużo energii i jeszcze więcej gotówki.

Australia to kontynent wielkości USA i wpadanie tam na kilka dni jest oczywiście możliwe, ale zbyt wiele z Australii w ten sposób nie zobaczcie – a jest tam co oglądać.

Natomiast Pacyfik to ocean, który w zasadzie zajmuje prawie połowę powierzchni naszej planety i odległości między wyspami są olbrzymie. Lot z Nowej Zelandii na najbliższe nam Fiji zabiera 3.5 godziny. Wszystko jest możliwe, ale trzeba zdawać sobie sprawę, że nasz region to nie Karaiby czy Morze Śródziemne.

Wróćmy więc do możliwych wersji marszruty po Nowej Zelandii. O Pacyfiku i Australii będę pisał w przyszłości.

Zacznijmy więc od mapy największych turystycznych atrakcji, czyli miejsc, dokąd wożona jest większość turystów. Są to miejsca faktycznie warte zobaczenia, ale jak się domyślacie są one również najbardziej zatłoczone i skomercjalizowane.

Na pierwszy ogień Wyspa Północna. Zaczynamy od północnego czubka i jedziemy w dół.




Cape Reinga, 90 Miles Beach i wielkie wydmy.

Cape Reinga to widowiskowy przylądek, gdzie spotykają się prądy i fale morskie z Morza Tasmana i Pacyfiku. Każdy musi sobie zrobić tutaj selfie przed małą latarnią morską i słupkiem z odległościami do wielu znanych miejsc na świecie.



Pomijając tłum Instagramowiczów miejsce jest naprawdę urokliwe, z przepięknym skalisto-piaszczystym wybrzeżem. Najlepiej jest trafić tam o świcie albo o zachodzie słońca, bo wtedy mniej tam ludzi i widoki przecudne. Problem tylko taki, że to jakieś 90 km od najbliższej miejscowości więc albo trzeba wyjechać po ciemku albo wracać po ciemku. Większość ludzi i wycieczek pojawia się tam zatem w ciągu dnia i wtedy najlepiej zejść trochę na bok wzdłuż pieszych szlaków które prowadzą wzdłuż wybrzeża.

Wycieczkowicze grupowi docierają tu zwykle autobusami lub mikrobusami asfaltową drogą, ale można tu również dotrzeć wzdłuż 90 Miles Beach choć wymaga to samochodu terenowego i czasowo ograniczone jest pływami morskimi. Taką wyprawę da się zamówić, jeśli pojazd jaki wypożyczycie to zwykły samochód.

Na północnym końcu 90 Miles Beach są wielkie wydmy jak na Saharze. To też obowiązkowy przystanek turystyczny. Na miejscu można wypożyczyć mała deskę surfingową a na niej pozjeżdżać sobie jak na sankach ze stromych wydm.



Bay of Islands

To jest prawdziwa mekka żeglarska i wodniacka. Spory akwen usiany wieloma wyspami z setkami urokliwych zatoczek i plaż. 



To tutaj zrodziła się formalnie Nowa Zelandia. W Waitangi jest muzeum w miejscu, gdzie podpisano układ z Maorysami, którzy zgodzili się być poddanymi korony brytyjskiej. Paihia to centrum turystyczno/rozrywkowe. Koniecznie trzeba wsiąść na niewielki prom pasażerski i popłynąć na drugą stronę zatoki do Russell. Tutaj przez kilkanaście lat funkcjonowała pierwsza stolica Nowej Zelandii. To bardzo sympatyczne miejsce warte wypicia kawy czy zjedzenia lunchu w nadbrzeżnych kafejkach wśród starej, wiktoriańskiej zabudowy. 

Deptak w Russell

A w Opua jest jedna z najważniejszych żeglarskich marin, gdzie zawija większość jachtów żeglujących dookoła świata, aby przeczekać okres cyklonów na Południowym Pacyfiku czyli naszego lata.


Auckland

Najprawdopodobniej właśnie stąd będziecie rozpoczynać swą wyprawę, bo większość międzynarodowych lotów przybywa właśnie tutaj lub do Christchurch na Południowej Wyspie.

Auckland to miasto tysięcy żagli. Zatoka Hauraki, olbrzymie mariny i okoliczne wyspy robią wrażenie. Miasto, jak wiele miast nowego świata, nie powala, ale jeśli zdecydujecie się na spędzenie czasu w Auckland to z pewnością warto wybrać się do centrum, przejść się wzdłuż Queen Street między Aoetea Square a wybrzeżam, zaliczyć knajpki w okolicach Viaduct Basin, pójść przez zwodzony most na spacer w kierunku głównej mariny.  Jeśli chcecie spędzić tu więcej czasu to godne polecenia jest Auckland War Memorial Muzeum, które ma bardzo ciekawe ekspozycje i położone jest w pięknym parku. Stąd już tylko parę kroków do Parnell Rd gdzie w wiktoriańskich domkach znajdziecie mnóstwo klimatycznych knajpek dobrych i na lunch i na wieczorny dinner. Jeśli zasiedzicie się w Auckland jeszcze bardziej to przy Queen Street znajdziecie przystań regionalnych promów, które szybko i nie tak drogo zawiozą Was na drugą stronę do Devon Port który też warto zaliczyć a jeszcze lepiej wybrać się na kilkugodzinną wyprawę na Waiheke Island, gdzie też jest ciekawie i znajdziecie tam pierwsze winnice i probiernie win.



O Auckland można by bardzo długo, bo to miasto, gdzie mieszka w tej chwili jedna trzecia ludności całej Nowej Zelandii i prawie w każdej z rozrzuconych szeroko dzielnic są jakieś atrakcje, plaże czy inne uciechy, ale moim zdaniem nie po to leci się taki kawał drogi, żeby marnować czas na Auckland.

Półwysep Coromandel

Tak jak wiele zorganizowanych wycieczek omija wszystko na północ od Auckland tak też wiele z nich omija ten piękny zakątek, ale jednak niektóre bardziej ambitne jakoś tam docierają.

Coromandel to nie bez powodu ulubione miejsce weekendowe mieszkańców Auckland. Bardzo urozmaicona linia brzegowa z licznymi wyśmienitymi plażami poprzedzielanymi skalistymi odcinkami, w centrum półwyspu morze zieleni, wodospady, rezerwaty przyrody. Wszystko godne polecenia, szczególnie jeśli nastawiacie się na bardziej kampingowe spędzanie czasu, byczenie się na plażach czy wyprawy wędkarskie lub nurkowe. Żelazne punkty programu które powinno się zaliczyć to Cathedral Cove w Hahei Beach i Hot Water Beach gdzie w pobliskim sklepiku można wynająć łopatkę i podczas odpływu wykopać sobie na granicy fal grajdołek, który podchodzi cieplutką wodą i ma się Jacuzzi za darmo aż przyjdzie przypływ i wszystko zabierze.


Hot Water Beach

Hobbiton

Ciągle popularne szczególnie wśród fanów filmowej trylogii Tolkiena miejsce, które było oryginalnym planem filmowym wioski Hobbitów. Jest w nim pewna magia, bo utrzymywane jest ciągle w bardzo dobrym stanie a niedawno nawet wydano sporo pieniędzy i zbudowano pełną wersję mieszkania Bilbo Bagginsa. Do tej pory okrągłe drzwi w stokach wzgórza prowadziły do nikąd, bo wszystkie sceny z wnętrz oryginalnie filmowane były w studio filmowym. Kiedy byliśmy w Hobbitonie pierwszy raz to po powrocie do domu natychmiast obejrzeliśmy raz jeszcze film i śmialiśmy się, że teraz już możemy spokojnie żyć w Shire.



Waitomo Caves

Jaskinie w Waitomo to jedna z najpopularniejszych atrakcji turystycznych Nowej Zelandii i żelazny punkt programu większości wycieczek zorganizowanych. Jaskinie znane są przede wszystkim z niezwykłych świetlików, które oświetlają wnętrza jaskiń. Poza tym oferują niezapomniane wrażenia dzięki spektakularnym formacjom skalnym i podziemnym rzekom po których turyści spławiani są łódkami. Warte obejrzenia głównie ze względu na świetliki.



Rotorua

Dwie największe atrakcje tego miasteczka to zjawiska geotermalne i kultura maoryska a wszystko w scenerii pięknych jezior i wspaniałych lasów. To również żelazny punkt programu turystów zorganizowanych, ale z pewnością wart polecenia także turystom indywidualnym. Tu naprawdę warto zatrzymać się nawet na kilka dni, bo pełno tu atrakcji dla wszystkich. Od spokojnego kontemplowania uroków jezior, strumieni i lasów, odwiedziny w wiosce zasypanej jak Pompeje przez wulkan Tarawera, wspaniałe szlaki dla rowerów górskich, pokazy rolnicze, spacery wokół gejzerów i bulgocących błot termalnych, wreszcie zapoznawanie się z kulturą i zwyczajami Maorysów włącznie z degustacją hangi, czyli jedzonka przygotowanego w ich piecu ziemnym. Trochę za dużo tam komercji jak na mój gust, ale mimo wszystko warte zaliczenia.





Taupo

To miejscowość nad olbrzymim jeziorem o tej samej nazwie. Tutaj bierze początek największa rzeka Nowej Zelandii zwana Waikato, która wpływa do morza w okolicach Auckland. Cały szereg skalistych przełomów Waikato wykorzystano do stworzenia całej serii hydro-elektrowni, ale pierwszy przełom tuż poniżej Taupo zwany Huka Falls warto obejrzeć. Jest tu sporo innych atrakcji, ale to temat na później. Będąc na głównym deptaku ciągnącym się wzdłuż wybrzeża jeziora przy dobrej pogodzie widać wyraźnie sylwetki wspaniałych wulkanów wyrastających na południe od jeziora Taupo.


Tongariro National Park

Jedno z najbardziej spektakularnych miejsc Północnej Wyspy. Trzy czynne wulkany robią wrażenie. Najwyższy z nich to Mt Ruapehu przez większość roku jest ośnieżony i są tam jedyne w miarę przyzwoite tereny narciarskie. To tutaj filmowano sceny z Mordoru do Władcy Pierścieni (trochę to potem komputerowo podkręcono, ale jednak). Można podziwiać z samochodu, ale polecam przejście się wieloma szlakami, z których najbardziej oblegany jest Tongariro Alpine Crossing, wejście na który trzeba w sezonie bukować. Dlaczego nazwano go Alpine tego nie wiem. To taki kiwiski kompleks Europy chyba bo ani z Alpami, ani z alpinizmem nie ma nic wspólnego. Powinien się nazywać Tongariro Mordor Crossing.


Mordor

Mt Taranaki

To kolejne miejsce na zachodnim wybrzeżu Północnej Wyspy, które często jest omijane przez wycieczki zorganizowane pędzące przez Nową Zelandię na złamanie karku. Prawie idealny wulkaniczny stożek, przez większość część roku ośnieżony jak Mt Fuji w Japonii. Okoliczne miasteczka mają swój klimat a sama góra ma sporo ciekawych szlaków do połażenia, choć wyżej to już raczej wspinaczka dość ekstremalna. 



Hawkes Bay

Po wschodniej stronie Północnej Wyspy, jest inne miejsce, które bywa pomijane przez główną gawiedź turystyczną – to Hawkes Bay, jedno z najcieplejszych i najbardziej słonecznych miejsc w Nowej Zelandii. Dwa bliźniacze miasta Napier i Hastings są warte zwiedzenia. Napier zostało poważnie zniszczone przez wielkie trzęsienie ziemi w 1931 roku, po czym nastąpiła jego wielka odbudowa, a że wszystko działo się w okresie Art Deco więc większość dzisiejszej zabudowy utrzymana jest w tym stylu. Co roku w lutym odbywa się tu festiwal Art Deco i trzeba przyznać, że robi on wrażenie, bo wszyscy ubierają się stylowo, po ulicach jeżdżą stare samochody, wszędzie słychać charlestona i zabawa jest przednia. Dodać tu należy, że Hawkes Bay jest wielkim zagłębiem winiarskim i sadowniczym i jest co degustować.

Napier

Wellington

Wiadoma rzecz – stolica. Choć jest o wiele mniejszy od Auckland jednak obecność ambasad i centralnych urzędów sprawia, że kulturalnie Wellington raczej bije Auckland na głowę. Jeśli zdecydujecie się na przejechanie samochodem czy kamperem całej Nowej Zelandii to tutaj będziecie wjeżdżać na prom, który zabierze Was do Picton na Południwej Wyspie. Warto spędzić w Wellington przynajmniej jeden dzień i zaliczyć narodowe Muzeum Te Papa, przejść się wzdłuż starych nabrzeży portowych zamienionych na ciekawy ciąg różnych atrakcji i dobrych knajp. Moim subiektywnym zdaniem mimo częstych wiatrów Wellington jest bardzo sympatycznym i atrakcyjnym miejscem.



 

04 sierpnia 2024

Ale po co do tej Nowej Zelandii?

Opowiem Wam dziś trochę o tym jak Nową Zelandię mogą odbierać ludzie przyzwyczajeni do podróżowania po Europie lub po światowych turystycznych mekkach.

Zacznę od wyliczenia rzeczy, których tutaj nie znajdziecie w ogóle albo jeśli takowe istnieją to raczej jako wyjątki potwierdzające regułę.

A więc nie znajdziecie tu wielkich nadmorskich hoteli, bloków kondominiów przeplatanych z centrami handlowymi, dyskotekami i nocnymi klubami. Nie znajdziecie również Disneylandów i wielkich ośrodków wczasowych typu all-inclusive. 



Próżno szukać tu zabytków starszych niż powiedzmy 200 lat. O takich jak ten:

Nie ma w Nowej Zelandii wielkich parków safari ze zwierzyną po horyzont. 



W ogóle z czworonogami tu krucho, bo to kraj, do którego wszystkie ssaki zostały sprowadzone najpierw przez Polinezyjczyków a potem przez Europejczyków. jest natomiast sporo ptaków i baaardzo starych gadów.  

Raczej nie zobaczycie nawet na dziko ptaszka kiwi – symbolu tego kraju (bo to ptak nocny). 

Obejrzeć je można tylko w specjalnych zaciemnionych wybiegach, gdzie za pomocą sztucznego oświetlenia wrednie zamienia im się dzień z nocą. Jedynym sposobem na zobaczenie kiwi na dziko jest pójść w nocy do buszu z mocną czerwoną latarką i czekać. Są tacy którym się to udaje.  

Nie pojeździcie wzdłuż kraju pięknymi wielopasmowymi autostradami, bo takich tu nie ma. 


No dobra, parę kilometrów w okolicach większych miast zbudowano, ale dalej State Highways to już bardziej polskie Drogi Wojewódzkie.

Nie zobaczycie tu również żadnych szybkich pociągów. 


Przyzwyczajeni do klasy i wielkości polskich centrów handlowych będziecie rozczarowani ich lokalnymi odpowiednikami, wysokimi cenami i ograniczonym zaopatrzeniem. 

A ponieważ Polonia tutaj jest bardzo nieliczna to nie znajdziecie tu łatwo żadnych polskich smakołyków czy knajp z polskim jedzeniem. Jest ich kilka ale o tym kiedy indziej.  


Jeśli którakolwiek z wymienionych rzeczy jest Wam do wakacji niezbędna i żyć bez niej nie możecie to szkoda pieniędzy i czasu na tak daleką podróż. 

Jadąc do Nowej Zelandii przygotujcie się na wizytę w stosunkowo prowincjonalnym kraju, gdzie życie toczy się dużo wolniej niż w Europie, Stanach czy w azjatyckich mekkach turystycznych. 

Nowa Zelandia to kraj, gdzie poza kilkoma większymi miastami ludzie często pozdrawiają nieznajomych na ulicy i gdzie większość społeczeństwa uwielbia być na świeżym powietrzu, w otoczeniu niebywale pięknej przyrody. 

No to po co się tłuc taki kawał drogi? 

Już wyjaśniam: 

W pierwszym rzędzie wymienić należy cudowne krajobrazy. Od fiordów i skalistych wybrzeży pełnych fok i pingwinów, przez ośnieżone szczyty alpejskie, wulkany, gejzery, winnice, wszechobecną zieleń, krystalicznie czyste wody i powietrze, po tysiące kilometrów plaż i dziewiczej linii brzegowej, gdzie w bajkowej scenerii wcale nie trzeba rozstawiać parawanów, leżaków czy kopać grajdołków. 






Jednym z żelaznych punktów programu jest poznawanie kultury Maoryskiej, która jest tutaj mocno pielęgnowana i eksponowana. 


Dla wielbicieli szaleństw i adrenaliny Nowa Zelandia ma do zaoferowania w zasadzie wszystkie możliwe wariactwa, z których wiele zostało tutaj właśnie wymyślonych od skoków na bangee, przez rolowanie się w zorbie, spływy czym się da po spienionych górskich rzekach, szalone jazdy w jet boats, latanie na wszelkiej maści lotniach, skoki spadochronowe, wyprawy samochodami terenowymi, quadami, wyprawy na wielkie ryby, na oglądanie delfinów, fok, wielorybów, nie wspominając już o surfingu, windsurfingu czy kite surfingu a ostatnio oczywiście wszystko to nie na normalnych deskach tylko na hydropłatach. 



Dla tych co wolą spokojniejsze klimaty mamy wszelkie sporty zimowe, trekking wzdłuż setek szlaków we wszelkich możliwych sceneriach, wyprawy na rowerach górskich czy rajdy konne dla początkujących i zaawansowanych. 



Ci którzy preferują jeszcze spokojniejsze spędzanie czasu z pewnością mogą spróbować szczęścia w wędkowaniu w krystalicznych wodach jezior i rzek lub na morzu. 


Bardzo popularne stały się ostatnio wycieczki i degustacje win w niezliczonych winnicach na obu nowozelandzkich wyspach. 

A koneserzy dobrego jedzenia znajdą w Nowej Zelandii restauracje serwujące smakołyki ze wszystkich zakątków świata.  

Dla tych, którzy są mniej kulinarnie odważni mam dobre wieści – prawie w każdej mieścinie znajdziecie McDonaldsa czy KFC a i Burger King czy podobne paskudztwa też się znajdą.

Ponieważ turystyka jest bardzo poważną gałęzią lokalnej gospodarki więc tak jak w Zakopanem na większość tych atrakcji trzeba wydać sporo dutków. Tak jest i trudno – trzeba się z tym pogodzić a wydatki optymalizować. 

A o optymalizowaniu już niedugo. 

Popularne posty