Polecany post

Jak podróżować po Nowej Zelandii

 Nie ma co ukrywać - wycieczka do Nowej Zelandii zawsze była pioruńsko droga, a teraz po pandemii na razie jest jeszcze droższa. To takie us...

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nowa Zealandia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nowa Zealandia. Pokaż wszystkie posty

06 stycznia 2026

Cape Reinga dla wtajemniczonych

Po wstępnych informacjach jakie zamieściłem w poprzednich postach czas na start bloga z prawdziwego zdarzenia!  Nazwałem go „Przewodnik subiektywny” dlatego, że chciałem w nim przedstawiać moje ulubione zakamarki Nowej Zelandii. Takie miejsca, do których rzadko docierają standardowe wycieczki i turyści wpadający tu na kilka chwil. Wręcz przeciwnie, to zakątki, w których można pogrzebać w historii, poznać lokalne obyczaje, podpatrzeć życie mieszkańców, zrozumieć niuanse przyrody, klimatu i naturalnego środowiska tego kraju. Wiele z tych miejsc jest to tajemnice znane tylko wśród "lokalsów" i sporo rodowitych Nowozelandczyków z innych regionów też o nich nie wie.  

Gotowi na przygodę poza utartym szlakiem? No to ruszamy. Tak jak poprzednio zacznijmy więc od Dalekiej Północy.

Okolice Cape Reinga

Wspominałem już wcześniej, że to miejsce jest nie tylko urokliwe, ale i pełne maoryskich legend – serio, można tu poczuć się jak w środku opowieści z innego świata!


Jeśli już zdecydujecie się tam wybrać, to koniecznie ruszcie z parkingu razem z innymi i przejdźcie się tą „uroczą” asfaltową ścieżką do latarni morskiej. Przy latarni, w oddali, na wysuniętym skalnym cypelku, wypatrujcie małego drzewka przyklejonego do skały – to właśnie Te Aroha. 

Te Aroha

Wygląda niepozornie, choć to pohutukawa, czyli tutejsze „Christmas Tree”. Nazwa nieprzypadkowa – co roku, tuż przed Bożym Narodzeniem, te wielkie nadmorskie drzewa stroją się w piękne, czerwone kwiaty. Ale uwaga, to konkretne drzewko jest wyjątkowe – ponoć rośnie tu już od ośmiuset lat i przez ten czas zakwitło tylko raz! Według Maorysów to nie byle jakie drzewko, ale prawdziwy portal między światem żywych i umarłych. Dusze zmarłych Maorysów zjeżdżają po jego korzeniach prosto do oceanu, gdzie czekają na nich wrota do zaświatów. W języku maoryskim, jeśli ktoś „zsunął się po korzeniach pohutukawy”, to znaczy, że odszedł z tego świata – poetycko, prawda?


Po drodze do latarni, możecie poczytać na specjalnych tablicach o innych maoryskich wierzeniach związanych z tym miejscem – niektóre są naprawdę warte zadumy (albo przynajmniej chwili przerwy na złapanie oddechu).


Latarnia na Cape Reinga


Te Werahi Beach i Przylądek Maria Van Diemen

Gdy już wypatrzycie to legendarne drzewko, zrobicie obowiązkowe zdjęcia pod latarnią i napatrzycie się na spektakularne, walczące ze sobą fale dwóch oceanów, polecam szybki odwrót w górę. Po około trzystu metrach, po prawej stronie, znajdziecie tablicę rozpoczynającą szlak do Te Werahi Beach i Cape Maria Van Diemen. Jest spora szansa, że na tym szlaku nie spotkacie żywej duszy, a na końcu czeka na was dzika plaża i fale Morza Tasmana, które naprawdę robią wrażenie. 

Te Werahi Beach i Przylądek Maria Van Diemen

Idealne miejsce na chwilę samotności i refleksji – z dala od tłumu turystów, którzy zostali pod latarnią. Kąpieli nie polecam, bo Tasman jest naprawdę nieobliczalny a na ratowników tutaj nie ma co liczyć.

Taputaputa Beach

Moje drugie ulubione miejsce w tej okolicy to Taputaputa Beach. Tutaj uwaga: do niedawna ta plaża i zatoka zwane były Tapotupotu, tak więc na mapach i w przewodnikach ciągle ta poprzednia nazwa może funkcjonować. Lokalni Maorysi stwierdzili, że w nazewnictwie znowu biali (pakeha) coś przekręcili i twierdzą, że to powrót do właściwej, tradycyjnej nazwy. Mnie tam wszystko jedno. Ważne, że miejscówka zwala z nóg.

Taputaputa Beach

Aby się tam dostać, w drodze powrotnej od parkingu przy Cape Reinga, po około 2 km wypatrujcie dość dobrze oznakowanego odejścia szutrowej drogi w lewo. Na dół do plaży macie ok 2 km. Wolniutko proszę i uważać na zakrętach, bo wąsko, kręto i na kamyczkach trochę nosi. Po chwili wyłoni się widok na cudowną zatokę i plażę. Nad plażą jest sporo miejsc piknikowych ze stolikami i toaletami. W głębi jest pole campingowe DOC-u. Więc jeśli jesteście kamperem lub z namiotem to polecam to miejsce gorąco. Rezerwacje on line na stronie https://www.doc.govt.nz/parks-and-recreation/places-to-stay/stay-at-a-campsite/ Jeśli nie pokazuje się w drop down menu to idźcie do mapy i znajdźcie to na mapie. DOC nie jest perfekcyjny.

Koszt aktualnie $32 za miejsce na dwie osoby. Jest tam woda, ale raczej niezdatna do picia, toalety, jest nawet zimny prysznic natomiast brak prądu. W szczycie sezonu, czyli okolicach Świąt i Sylwestra będzie tam trochę tłoczno, ale poza tym okresem jest luz.

Niedługo pojedziemy dalej na południe.

Na razie.

 

 

13 listopada 2024

Wyspiarskie życie


Nowa Zelandia to kraina wysp. Jest tych wysp w sumie ok 600 ale nie martwcie się, większość z nich jest bezludna i stosunkowo niewielka. 



Dwie główne wyspy, gdzie rozgrywa się cała akcja to Wyspa Północna i Wyspa Południowa. 

Wyspa Północna zwie się po maorysku Te Ika a Maui czyli Ryba Maui-ego. Ci, którzy byli w kinie na kreskówce Moana to wiedzą kto to był Maui. Wyspa Południowa zwana jest po Maorysku Waipounamu czyli miejsce, gdzie w wodach rzek czy jezior (wai) można znaleźć pounamu czyli nefryt, ceniony przez Maorysów kamień z którego robią charakterystyczne ozdoby. Pewnie kupicie sobie na pamiątkę jakiś naszyjniczek. 

Inna znacząca i zamieszkała wyspa to Stewart Island (Rakiura) jeszcze ciut na południe od Południwej Wyspy. Mieszka tam kilkaset osób i dużo ptaków, fok, lwów morskich i pingwinów. Mając trochę czasu warto się tam wybrać na kilka dni.

Kolejna zamieszkała grupka wysp to Chatham Islands. 900km na wschód od Christchurch, wychłostane wiatrem miejsce, również zamieszkałe przez kilkaset osób, wiele z nich będących potomkami Moriori - jednych z oryginalnych ludów, którzy zasiedlali Nową Zelandię prawie tysiąc lat temu. Donoszę z dumą, żę jesteśmy jednymi z niewielu mieszkańców Nowej Zelandii, którzy odwiedzili Chatham Islands.

Poza tym jest jeszcze kilka zamieszkałych wysp w okolicach Auckland i w Bay of Islands, które są piękne i urokliwe, ale zasiedlone przez elity i niekoniecznie warte zwiedzania – no może za wyjątkiem Waiheke Island koło Auckland, gdzie są winnice i mieszkają majętni i Great Barier Island gdzie mieszkają różni uciekinierzy od cywilizacji i ćmiący trawkę podstarzali hipisi.


Zwiedzanie całej Nowej Zelandii wynajętym pojazdem oznacza, że na jakimś etapie będziecie musieli przedostać się co najmniej z Wyspy Północnej na Wyspę Południową.

Tutaj macie dwie opcje. Przeprawa promowa przez Cook Strait (Cieśninę Cooka) lub zmiana pojazdu, przelot samolotem i odebranie innego pojazdu po drugiej stronie.

Promy w cieśninie Cooka (między Wellington i Picton) kursują kilka razy dziennie i pasażerowie bez pojazdów prawie zawsze mogą się na każdy rejs załapać, bo miejsca jest sporo. Natomiast jeśli chcecie przewieźć campera czy samochód to trzeba jednak rezerwować wcześnie, bo promy są mocno obłożone.

Przy dobrej pogodzie rejs z Wellington to Picton trwa ok 4.5 godziny. Cieśnina Cooka to bardzo wietrzne miejsce i często trochę huśta. Jak macie problem z chorobą morską to warto wziąć sobie coś zawszasu, żeby bardzo nie cierpieć. 

A gdybyście byli ambitni i mieli czas aby wpaść na Stewart Island, to pojazd możecie zostawić na parkingu przy promie w miejscowości Bluff i wsiąść na szybki catamaran, który dowiezie Was na Stewart Island w niecałą godzine. Też huśta, czasem nawet mocniej niż w Cook Strait ale krócej. 

Na wszystkie wyspy w okolicach Auckland pływają regularnie promy pasażerskie i dostać się tam jest stosunkowo łatwo. Na najbardziej cywilizowanej Waiheke Island jest lokalny obwoźny autobus typu hop-on hop-off, którym można sobie wyspę zwiedzić a i napić się lokalnego winka nie musząc samemu prowadzić. 

Popularne posty