Polecany post

Jak podróżować po Nowej Zelandii

 Nie ma co ukrywać - wycieczka do Nowej Zelandii zawsze była pioruńsko droga, a teraz po pandemii na razie jest jeszcze droższa. To takie us...

23 marca 2025

New Zealand Mainland czyli Wyspa Południowa – standardowe atrakcje turystyczne


Pewnie już po tytule zorientowaliście się, że w Nowej Zelandii istnieje pewien lokalny patriotyzm. Mieszkańcy każdej z wysp mają swoje preferencje co do miejsca zamieszkania, a największa rywalizacja jest między dwiema największymi, czyli Północną i Południową. Prawda jest taka, że na Północnej, żyje prawie 4 miliony mieszkańców a na Południowej 1,2 miliona. No, ale mieszkańcy Wyspy Południowej ciągle nazywają swoją Mainland, bo obszarowo jest nieco większa. Takie braterskie przekomarzanie jak między Ślązakami i Zagłębiokami. A na Stewart Island, tej najmniejszej wysepce jeszcze bardziej na południe, jest jeszcze śmieszniej. Widzieliśmy tam znak mówiący „Muszę pewnego dnia wybrać się do Nowej Zelandii. Podpisano: mieszkaniec Stewart Island”.


Czyli każda pliszka swój ogonek chwali.

Tak więc jak wiecie cała Nowa Zelandia jest raczej pustawa ( bo to ledwie 5.3 mln ludzi na powierzchni porównywalnej z Polską) a Wyspa Południowa jest jeszcze cztery razy bardziej pusta niż Północna. Nic dziwnego, bo przez prawie całą jej długość biegną bardzo wysokie góry, a i klimat jest tam bardziej ostry. Natomiast pocztówkowych widoków i turystycznych atrakcji jest tu jeszcze więcej.


Przeważająca większość turystów wpada do Nowej Zelandii jak po ogień i dla nich żelazne punkty „zwiedzalnicze” na Południowej Wyspie są następujące.

Punakaiki czyli Pancake Rocks

Widowiskowa formacja skalna nad Morzem Tasmana gdzie warstwowe skały wyglądają faktycznie jak warstwy naleśników. Z reguły olbrzymie fale Tasmana rozbijają się o nie tworząc dramatyczne spienione widowisko. Faktycznie ciekawe.




Jedziemy na południe wzdłuż zachodniego wybrzeża. Następny żelazny punkt to doliny dwóch największych lodowców.

Franz Josef Glacier  i Fox Glacier

Te dwie niewielkie acz pełne hoteli miejscowości rozłożyły się u wejścia do dolin, którymi spływają owe dwa lodowce. Kiedyś schodziły one prawie do morza a dziś trzeba dość daleko iść w góry, żeby je dostrzec, a jak się chce je pomacać to niestety trzeba wynająć helikopter. Ocieplenie klimatu w całej okazałości

Fox Glacier w oddali

Najbliżej jak tylko można dojść do Fox Glacier
Jeszcze kilkanaście lat temu dochodził do miejsca, z którego robiłem tę fotkę

A tam w oddali jest czoło lodowca Franz Josef.
Jeszcze w latach dziewięćdziesiątych był tu za drzewami, na wyciągnięcie ręki. 

Dalej zaliczanie standardów Nowej Zelandii prowadzi niezwykle widowiskową drogą przez Przełęcz Haast przecinającą Alpy Południowe i spadającą wzdłuż dwóch górskich jezior Wanaka i Hewea w kierunku mekki turystycznej, czyli Queenstown.

Queenstown i okolice

Queenstown to jedno z najdroższych i najbardziej obleganych turystycznie miejsc w Nowej Zelandii. Położone jest przecudnie nad wielkim górskim jeziorem Wakatipu, widoki wokół naprawdę zapierają dech w piersiach a atrakcji turystycznych i pompujących adrenalinę wariactw jest tu co niemiara.

Queenstown

Wszystko to kosztuje, ale warto spróbować. 

To tutaj właśnie, na starym moście nad rzeką Kawarau rozpoczęło się pierwsze komercyjne skakanie na bungee.


Tutaj również rozpoczęto na wielką skalę wożenie turystów po górskich rzekach superszybkimi łodziami napędzanymi turbinami strumieniowymi, które note bene zostały wymyślone również w Nowej Zelandii przez gentlemana o nazwisku Hamilton. Do dziś ten napęd pozwalający łodziom nieomalże ślizgać się po kamieniach płytkich kamienistych rzek zwie się Hamilton Jet Propulsion.


Poza tym jest tu jeszcze dziesiątki innych tortur psychiczno-cielesnych od zwykłego raftingu, latania na lotniach, skoków spadochronowych i przemieszczania się w przestrzeni wszelkimi możliwymi konstrukcjami powodującymi sraczkę i omdlenia. Zimą natomiast jest to największy ośrodek sportów zimowych, jako jedyny w Nowej Zelandii z lekka porównujący się do ośrodków europejskich. Powtarzam – z lekka.

Remarkables 

Dla turystów stateczniejszych jest tu też sporo atrakcji: niezliczone i bardzo widowiskowe trasy piesze, rowerowe a nawet konne. Będąc w tej okolicy większość zalicza dzień w Arrowtown, bardzo przytulnym starym miasteczku z epoki lokalnej gorączki złota. 

Arrowtown

Obowiązkowa jest też wycieczka do Glenorchy, leżącej na drugim końcu jeziora wioski pasterskiej, najlepiej jest to zrobić na pokładzie pięknie utrzymywanego prawdziwego parowca TSS Ernslaw ale można tam też dotrzeć drogą.

TSS Ernslaw

Z Queenstown organizowane są również niezliczone wycieczki do następnych wielkich atrakcji turystycznych znajdujących się w przecudnej krainie zwanej Fiordland.

Tutaj kilka słów wyjaśnienia zawiłych angielskich terminologii w wydaniu nowozelandzkim. Ktoś kiedyś nazwał tę krainę Fiordland i słusznie, bo pełna jest ona przepięknych fiordów jak w Norwegii. Jednak niedouczeni osadnicy większość z nich nazwali „soundami”. No i dyskusja co do tego kto ma rację trwa do dzisiaj.

Geografowie twierdzą, że fiord to zalana morzem dolina lodowca a sound to zalana morzem dolina rzeki. Ponieważ spod lodowca zawsze wypływa rzeka więc dla mnie ta definicja jest nieco do bani. Wg mnie większość „soundów” na świecie to faktycznie zalane doliny rzek, ale już z dala od gór więc „soundy” są szerokie i z brzegami bardziej płaskimi. A gdy góry z lodowcami są blisko morza i zostają zalane to tworzą się fiordy, które mają strome zbocza i są zwykle wąskie. A więc w Fiordland są fiordy i tylko przypadkowo zostały nazwane soundami. Jak ktoś to pojął to może czytać dalej. Jak nie to proszę czytać jeszcze raz.

Milford Sound

Najpopularniejszy fiord w Nowej Zelandii. Obfotografowany do znudzenia. 

Milford Sound

Spory kawałek z Queenstown trzeba przejechać, aby się tam dostać, ale faktycznie warto, mimo, że kocioł tam straszny. Główna atrakcja to wycieczka statkiem po fiordzie, ale można też samolotem, kajakiem czy helikopterem. Za sam parking trzeba zapłacić 50 dolców więc krew się leje z portfela no, ale jak mus to mus. Faktycznie, i w samym fiordzie i na drodze do niego jest co oglądać więc chyba warto.

Milford Sound

 

Doubtful Sound

To jest ciekawa alternatywa dla Milford Sound. Wycieczka polega na zboczeniu z trasy do Milford Sound w Te Anau. Podjechaniu kilkunastu kilometrów do Manapouri. Tam wsiadamy na pierwszy statek który wiezie nas do końca jeziora o tej samej nazwie. Czasem uda się tam zwiedzić wykutą w skałach niesamowitą elektrownię wodną a potem autobusem przez przełęcz wiozą nas do fiordu właściwego no i tam znowu stateczek do morskich bram fiordu, podziwianie wodospadów, fok na skałach, czasem delfinów i tą samą drogą do domu.

Doubtful Sound

Większość turystów w tym miejscu zaczyna wycofywać się na północ w kierunku Christchurch i odlotu do domu ewentualnie jeszcze wracają na północ wzdłuż Alp aby podziwiać zaskakująco niebieskie jeziora Pukaki i Tekapo  i zbliżyć się jak najbardziej do najwyższego szczytu Nowej Zelandii Mt Cook który po Maorysku zwie się Aoraki.

Lake Pukaki, nawet na mapach oznaczany jest ten intensywny kolor jego lodowcowych wód

 
Aoraki/Mt Cook

W ten sposób standardowi turyści omijają cały Southland, Stewart Island i bardzo intersujące południowo wschodnie wybrzeże gdzie naprawdę można się napatrzeć z bliska na foki, pingwiny i albatrosy. 





No ale po tych wszystkich pocztówkowych widokach i przy braku czasu coś zwykle trzeba poświęcić.

Jeśli przybyli na Południową Wyspę promem to po drodze na północ często wpadają przynajmniej do Christchurch i do Kaikoury. W Christchurch jest chwila „odchamiania” i podziwiania jak to poważnie zniszczone przez trzęsienie ziemi z 2011 roku miasto staje na nogi.  

W Kaikora z jakiegoś powodu są najlepsze wody do podziwiania wielorybów w ich regularnych wędrówkach morskich.  Whale watching to chyba największa atrakcja Kaikoury choć trochę innych ciekawych rzeczy też się tam znajdzie.



Na Południowej Wyspie są tysiące innych atrakcyjnych miejsc, wspaniałych górskich i nizinnych szlaków, jezior, jaskiń, ciepłych źródeł, a i galerii czy muzeów, ale to nie dla tych co wpadają tu jak po ogień.

Powoli będę starał się przedstawiać w tym blogu te miejsca w Nowej Zelandii, które zarezerwowane są dla bardziej wtajemniczonych.

Zapraszamy gorąco a jak zechcecie dołączyć do ekskluzywnego klubu czytajcie kolejne odcinki, które już niedługo.

 

 

 

13 listopada 2024

Wyspiarskie życie


Nowa Zelandia to kraina wysp. Jest tych wysp w sumie ok 600 ale nie martwcie się, większość z nich jest bezludna i stosunkowo niewielka. 



Dwie główne wyspy, gdzie rozgrywa się cała akcja to Wyspa Północna i Wyspa Południowa. 

Wyspa Północna zwie się po maorysku Te Ika a Maui czyli Ryba Maui-ego. Ci, którzy byli w kinie na kreskówce Moana to wiedzą kto to był Maui. Wyspa Południowa zwana jest po Maorysku Waipounamu czyli miejsce, gdzie w wodach rzek czy jezior (wai) można znaleźć pounamu czyli nefryt, ceniony przez Maorysów kamień z którego robią charakterystyczne ozdoby. Pewnie kupicie sobie na pamiątkę jakiś naszyjniczek. 

Inna znacząca i zamieszkała wyspa to Stewart Island (Rakiura) jeszcze ciut na południe od Południwej Wyspy. Mieszka tam kilkaset osób i dużo ptaków, fok, lwów morskich i pingwinów. Mając trochę czasu warto się tam wybrać na kilka dni.

Kolejna zamieszkała grupka wysp to Chatham Islands. 900km na wschód od Christchurch, wychłostane wiatrem miejsce, również zamieszkałe przez kilkaset osób, wiele z nich będących potomkami Moriori - jednych z oryginalnych ludów, którzy zasiedlali Nową Zelandię prawie tysiąc lat temu. Donoszę z dumą, żę jesteśmy jednymi z niewielu mieszkańców Nowej Zelandii, którzy odwiedzili Chatham Islands.

Poza tym jest jeszcze kilka zamieszkałych wysp w okolicach Auckland i w Bay of Islands, które są piękne i urokliwe, ale zasiedlone przez elity i niekoniecznie warte zwiedzania – no może za wyjątkiem Waiheke Island koło Auckland, gdzie są winnice i mieszkają majętni i Great Barier Island gdzie mieszkają różni uciekinierzy od cywilizacji i ćmiący trawkę podstarzali hipisi.


Zwiedzanie całej Nowej Zelandii wynajętym pojazdem oznacza, że na jakimś etapie będziecie musieli przedostać się co najmniej z Wyspy Północnej na Wyspę Południową.

Tutaj macie dwie opcje. Przeprawa promowa przez Cook Strait (Cieśninę Cooka) lub zmiana pojazdu, przelot samolotem i odebranie innego pojazdu po drugiej stronie.

Promy w cieśninie Cooka (między Wellington i Picton) kursują kilka razy dziennie i pasażerowie bez pojazdów prawie zawsze mogą się na każdy rejs załapać, bo miejsca jest sporo. Natomiast jeśli chcecie przewieźć campera czy samochód to trzeba jednak rezerwować wcześnie, bo promy są mocno obłożone.

Przy dobrej pogodzie rejs z Wellington to Picton trwa ok 4.5 godziny. Cieśnina Cooka to bardzo wietrzne miejsce i często trochę huśta. Jak macie problem z chorobą morską to warto wziąć sobie coś zawszasu, żeby bardzo nie cierpieć. 

A gdybyście byli ambitni i mieli czas aby wpaść na Stewart Island, to pojazd możecie zostawić na parkingu przy promie w miejscowości Bluff i wsiąść na szybki catamaran, który dowiezie Was na Stewart Island w niecałą godzine. Też huśta, czasem nawet mocniej niż w Cook Strait ale krócej. 

Na wszystkie wyspy w okolicach Auckland pływają regularnie promy pasażerskie i dostać się tam jest stosunkowo łatwo. Na najbardziej cywilizowanej Waiheke Island jest lokalny obwoźny autobus typu hop-on hop-off, którym można sobie wyspę zwiedzić a i napić się lokalnego winka nie musząc samemu prowadzić. 

Popularne posty