Pewnie już po
tytule zorientowaliście się, że w Nowej Zelandii istnieje pewien lokalny
patriotyzm. Mieszkańcy każdej z wysp mają swoje preferencje co do miejsca
zamieszkania, a największa rywalizacja jest między dwiema największymi, czyli
Północną i Południową. Prawda jest taka, że na Północnej, żyje prawie 4 miliony
mieszkańców a na Południowej 1,2 miliona. No,
ale mieszkańcy Wyspy Południowej ciągle nazywają swoją Mainland, bo obszarowo
jest nieco większa. Takie braterskie przekomarzanie jak między Ślązakami i
Zagłębiokami. A na Stewart Island, tej najmniejszej
wysepce jeszcze bardziej na południe, jest jeszcze śmieszniej. Widzieliśmy tam znak
mówiący „Muszę pewnego dnia wybrać się do Nowej Zelandii. Podpisano:
mieszkaniec Stewart Island”.
Czyli każda pliszka swój ogonek chwali.
Tak więc jak
wiecie cała Nowa Zelandia jest raczej pustawa ( bo to ledwie 5.3 mln ludzi na powierzchni
porównywalnej z Polską) a Wyspa Południowa jest jeszcze cztery razy bardziej
pusta niż Północna. Nic dziwnego, bo przez prawie całą jej długość biegną
bardzo wysokie góry, a i klimat jest tam bardziej ostry. Natomiast pocztówkowych
widoków i turystycznych atrakcji jest tu jeszcze więcej.
Przeważająca większość turystów wpada do Nowej Zelandii jak po ogień i dla nich żelazne punkty „zwiedzalnicze” na Południowej Wyspie są następujące.
Punakaiki czyli Pancake Rocks
Widowiskowa
formacja skalna nad Morzem Tasmana gdzie warstwowe skały wyglądają faktycznie
jak warstwy naleśników. Z reguły olbrzymie fale Tasmana rozbijają się o nie
tworząc dramatyczne spienione widowisko. Faktycznie ciekawe.
Jedziemy na
południe wzdłuż zachodniego wybrzeża. Następny żelazny punkt to doliny dwóch
największych lodowców.
Franz Josef Glacier i Fox
Glacier
Te dwie niewielkie
acz pełne hoteli miejscowości rozłożyły się u wejścia do dolin, którymi
spływają owe dwa lodowce. Kiedyś schodziły one prawie do morza a dziś trzeba
dość daleko iść w góry, żeby je dostrzec, a jak się chce je pomacać to niestety
trzeba wynająć helikopter. Ocieplenie klimatu w całej okazałości
![]() |
Fox Glacier w oddali |
![]() |
Najbliżej jak tylko można dojść do Fox Glacier Jeszcze kilkanaście lat temu dochodził do miejsca, z którego robiłem tę fotkę |
![]() |
A tam w oddali jest czoło lodowca Franz Josef. Jeszcze w latach dziewięćdziesiątych był tu za drzewami, na wyciągnięcie ręki. |
Dalej zaliczanie
standardów Nowej Zelandii prowadzi niezwykle widowiskową drogą przez Przełęcz
Haast przecinającą Alpy Południowe i spadającą wzdłuż dwóch górskich jezior
Wanaka i Hewea w kierunku mekki turystycznej, czyli Queenstown.
Queenstown i
okolice
Queenstown to jedno z najdroższych i najbardziej obleganych turystycznie miejsc w Nowej Zelandii. Położone jest przecudnie nad wielkim górskim jeziorem Wakatipu, widoki wokół naprawdę zapierają dech w piersiach a atrakcji turystycznych i pompujących adrenalinę wariactw jest tu co niemiara.
![]() |
Queenstown |
Wszystko to kosztuje, ale warto spróbować.
To
tutaj właśnie, na starym moście nad rzeką Kawarau rozpoczęło się pierwsze
komercyjne skakanie na bungee.
Tutaj również rozpoczęto na wielką skalę wożenie turystów po górskich rzekach superszybkimi łodziami napędzanymi turbinami strumieniowymi, które note bene zostały wymyślone również w Nowej Zelandii przez gentlemana o nazwisku Hamilton. Do dziś ten napęd pozwalający łodziom nieomalże ślizgać się po kamieniach płytkich kamienistych rzek zwie się Hamilton Jet Propulsion.
Poza tym jest tu jeszcze dziesiątki innych tortur psychiczno-cielesnych od zwykłego raftingu, latania na lotniach, skoków spadochronowych i przemieszczania się w przestrzeni wszelkimi możliwymi konstrukcjami powodującymi sraczkę i omdlenia. Zimą natomiast jest to największy ośrodek sportów zimowych, jako jedyny w Nowej Zelandii z lekka porównujący się do ośrodków europejskich. Powtarzam – z lekka.
![]() |
Remarkables |
Dla turystów stateczniejszych jest tu też sporo atrakcji: niezliczone i bardzo widowiskowe trasy piesze, rowerowe a nawet konne. Będąc w tej okolicy większość zalicza dzień w Arrowtown, bardzo przytulnym starym miasteczku z epoki lokalnej gorączki złota.
![]() |
Arrowtown |
Obowiązkowa jest też wycieczka do Glenorchy, leżącej na drugim końcu jeziora wioski pasterskiej, najlepiej jest to zrobić na pokładzie pięknie utrzymywanego prawdziwego parowca TSS Ernslaw ale można tam też dotrzeć drogą.
![]() |
TSS Ernslaw |
Z Queenstown organizowane są również niezliczone wycieczki do następnych wielkich atrakcji turystycznych znajdujących się w przecudnej krainie zwanej Fiordland.
Tutaj kilka słów
wyjaśnienia zawiłych angielskich terminologii w wydaniu nowozelandzkim. Ktoś kiedyś
nazwał tę krainę Fiordland i słusznie, bo pełna jest ona przepięknych fiordów
jak w Norwegii. Jednak niedouczeni osadnicy większość z nich nazwali „soundami”.
No i dyskusja co do tego kto ma rację trwa do dzisiaj.
Geografowie
twierdzą, że fiord to zalana morzem dolina lodowca a sound to zalana morzem
dolina rzeki. Ponieważ spod lodowca zawsze wypływa rzeka więc dla mnie ta
definicja jest nieco do bani. Wg mnie większość „soundów” na świecie to
faktycznie zalane doliny rzek, ale już z dala od gór więc „soundy” są szerokie
i z brzegami bardziej płaskimi. A gdy góry z lodowcami są blisko morza i zostają
zalane to tworzą się fiordy, które mają strome zbocza i są zwykle wąskie. A
więc w Fiordland są fiordy i tylko przypadkowo zostały nazwane soundami. Jak
ktoś to pojął to może czytać dalej. Jak nie to proszę czytać jeszcze raz.
Milford Sound
Najpopularniejszy fiord w Nowej Zelandii. Obfotografowany do znudzenia.
![]() |
Milford Sound |
Spory kawałek z Queenstown trzeba przejechać, aby się tam dostać, ale faktycznie warto, mimo, że kocioł tam straszny. Główna atrakcja to wycieczka statkiem po fiordzie, ale można też samolotem, kajakiem czy helikopterem. Za sam parking trzeba zapłacić 50 dolców więc krew się leje z portfela no, ale jak mus to mus. Faktycznie, i w samym fiordzie i na drodze do niego jest co oglądać więc chyba warto.
![]() |
Milford Sound |
Doubtful Sound
To jest ciekawa alternatywa dla Milford Sound. Wycieczka polega na zboczeniu z trasy do Milford Sound w Te Anau. Podjechaniu kilkunastu kilometrów do Manapouri. Tam wsiadamy na pierwszy statek który wiezie nas do końca jeziora o tej samej nazwie. Czasem uda się tam zwiedzić wykutą w skałach niesamowitą elektrownię wodną a potem autobusem przez przełęcz wiozą nas do fiordu właściwego no i tam znowu stateczek do morskich bram fiordu, podziwianie wodospadów, fok na skałach, czasem delfinów i tą samą drogą do domu.
![]() |
Doubtful Sound |
Większość turystów w tym miejscu zaczyna wycofywać się na północ w kierunku Christchurch i odlotu do domu ewentualnie jeszcze wracają na północ wzdłuż Alp aby podziwiać zaskakująco niebieskie jeziora Pukaki i Tekapo i zbliżyć się jak najbardziej do najwyższego szczytu Nowej Zelandii Mt Cook który po Maorysku zwie się Aoraki.
![]() |
Lake Pukaki, nawet na mapach oznaczany jest ten intensywny kolor jego lodowcowych wód |
![]() |
Aoraki/Mt Cook |
W ten sposób standardowi turyści omijają cały Southland, Stewart Island i bardzo intersujące południowo wschodnie wybrzeże gdzie naprawdę można się napatrzeć z bliska na foki, pingwiny i albatrosy.
No ale po tych wszystkich pocztówkowych widokach i przy braku czasu
coś zwykle trzeba poświęcić.
Jeśli przybyli na
Południową Wyspę promem to po drodze na północ często wpadają przynajmniej do
Christchurch i do Kaikoury. W Christchurch jest chwila „odchamiania” i
podziwiania jak to poważnie zniszczone przez trzęsienie ziemi z 2011 roku miasto
staje na nogi.
W Kaikora z jakiegoś
powodu są najlepsze wody do podziwiania wielorybów w ich regularnych wędrówkach
morskich. Whale watching to chyba
największa atrakcja Kaikoury choć trochę innych ciekawych rzeczy też się tam
znajdzie.
Na Południowej
Wyspie są tysiące innych atrakcyjnych miejsc, wspaniałych górskich i nizinnych
szlaków, jezior, jaskiń, ciepłych źródeł, a i galerii czy muzeów, ale to nie dla
tych co wpadają tu jak po ogień.
Powoli będę
starał się przedstawiać w tym blogu te miejsca w Nowej Zelandii, które
zarezerwowane są dla bardziej wtajemniczonych.
Zapraszamy gorąco
a jak zechcecie dołączyć do ekskluzywnego klubu czytajcie kolejne odcinki,
które już niedługo.